środa, 2 listopada 2016

Rozdział 10

Ian

Gdy Lauren zamknęła przede mną drzwi zagotowało się we mnie. Jak on mógł coś takiego zrobić. A tak się zarzekał, że między nimi do niczego nie dojdzie, że on w niej nic nie widzi. Wiedziałem, że po tym co zdarzyło się wczoraj coś będzie nie tak i nie myliłem się. On i Laura. On i Laura ! Mój najlepszy przyjaciel z moją Laurą. Jeszcze to, że zamknęła mi drzwi przed nosem i to "porozmawiamy później", no ciekawe o czym. Serio myślałem, że przez te 3 lata zrozumie, że jednak czuję do niej coś innego niż tylko przyjaźń. Widocznie się myliłem, a ona jest zainteresowana innymi, a nie mną.
Poszedłem do kuchni i postanowiłem, że wyżyję się podczas gotowania. Wyjąłem odpowiednie składniki, włączyłem sobie radio i wziąłem się do roboty. 20 min później makaron był już gotowy, więc dodałem go do sosu. Moje zdenerwowanie minęło. Zawsze przy gotowaniu opuszczają mnie wszelkie emocje i w sumie dobrze, przynajmniej mogę się skupić na gotowaniu, a to co przyrządzę wyjdzie zjadliwe i smaczne. Jako, że Nina nie wyszła jeszcze z łazienki poszedłem do pokoju się przebrać. Gdy byłem w korytarzu zobaczyłem tylko oczy Lu zamykającej drzwi. Nasz wzrok się spotkał. Odgoniłem myśli i poszedłem do siebie. Gdy ubierałem koszulkę do pokoju weszła Nina.
- myślisz, że Lauren miałaby coś przeciwko żebym pożyczyła od niej ubranie ?
- wyjadę mi się, że nie, zresztą i tak już wyszła, więc korzystaj
- ok
I wtedy zobaczyłem najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem.


Nałożyłem wcześniej przygotowane danie na talerze i podałem jeden mojej towarzyszce.
- nalać Ci soku ?
Zaproponowałem i podszedłem do lodówki po sok i szklanki.
- bardzo chętnie
Odpowiedziała dziewczyna.
- ale pięknie pachnie. Jeszcze żaden facet nie ugotował mi obiadu, nie licząc mojego brata
- to chyba źle wybierałaś partnerów
- cóż bardzo możliwe
Uśmiechnęła się do mnie i upiła łyk soku.
- smacznego
Powiedzieliśmy i zabraliśmy się za śniadanie, a w zasadzie śniadanio-obiad. Przy okazji rozmawialiśmy prawie na wszystkie tematy. Rozmowa przychodziła nam z łatwością, co raczej było niezwykłe w moim przypadku. Wczoraj bawiliśmy się razem bardzo dobrze, ale w grę wchodził alkohol, więc jestem mile zaskoczony, że i bez tego rozmawia nam się równie dobrze. Po zjedzonym obiedzie usiedliśmy razem w salonie i zaczęliśmy oglądać jakieś głupoty w tv. Gdy zaczynało się już ściemniać Nina stwierdziła, że to dobra pora by wrócić do domu. Zebraliśmy się więc i pół godziny później byliśmy pod jej domem. Mieszkała na obrzeżach więc postanowiłem, że odwiozę ją pod sam dom.
- mój brat już się pewnie zastanawia gdzie się podziałam
Powiedziała gdy staliśmy pod jej drzwiami.
- więc musisz mu wytłumaczyć, że poznałaś przystojnego kolegę
Zaśmiała się melodyjnie i spojrzała mi w oczy. Wtedy coś we mnie zaskoczyło i chwilę później nasze usta złączyły się w pocałunku.




Lauren

- ej jak myślisz, a gdyby tych dwoje było razem ?
- tych ? Ygh co za brzydkie dziecko by z tego wyszło, zresztą koleś wygląda jakby się nie golił od roku
- a skąd wiesz ? Może jak by się mu dało maszynkę to wyglądałby normalnie ?
- taa chyba kosiarkę
Wybuchnęłam śmiechem tak, że połowa stolików spojrzała się w naszą stronę. Alec nie mogąc wytrzymać zrobił to samo. Kończyliśmy właśnie jeść w jednej restauracji na mieście, bo okazało się, że knajpka którą zaoferował chłopak nie znalazła nam żadnego wolnego stolika. Tak więc postawiliśmy  się pokręcić po galerii i wybrać coś odpowiedniego. O incydencie z rana całkowicie zapomniałam. Alec umilał mi czas, tak że praktycznie cały czas się śmiałam. Wspólne wyjście okazało się być jednak dobrym pomysłem, zwłaszcza że wczorajszego wieczoru nie wymieniliśmy ze sobą zbyt wielu zdań.
- och już przestań, brzuch mnie boli od śmiania i ludzie się dziwnie patrzą
- dobra dobra już
Powiedział przez śmiech, więc uciszyliśmy się na chwilę, co w zasadzie nie pomogło, bo chwilę później roześmialiśmy się znowu. Ludziom chyba zaczęło to przeszkadzać, bo szła w naszą stronę kelnerka.
- och świetnie, że pani przyszła. Chciałbym prosić o rachunek
Zbita z tropu uśmiechnęła się tylko nieszczerze i odeszła, a chwilę później wróciła z rachunkiem. Ustaliliśmy już wcześniej po dłuższej kłótni, że zapłacimy po połowie. Daliśmy odłożone pieniądze, ubraliśmy się i wyszliśmy.
- co powiesz na mały spacer ?
Zaproponował chłopak i spojrzał mi w oczy uśmiechając się lekko.


- nie mogę się oprzeć tym oczom
Powiedziałam stając prawie na palcach i całując go w usta. Wtedy jego uśmiech zrobił się większy. Wzięłam chłopaka pod rękę i ruszyliśmy przed siebie. Na dworze już zrobiło się szaro, słońce chowało się za horyzontem. Alec stwierdził, że nie puści mnie samej do domu więc spacer był jednocześnie odprowadzeniem mnie pod dom. Bez samochodu droga do domu wydawała się na prawdę długa. Już zapomniałam jak to było bez niego. Szliśmy przed siebie pomału pustoszejącymi uliczkami. Kilka ludzi zwróciło na nas uwagę. W sumie nie wiem dlaczego, bo tylko uśmiechaliśmy się do siebie jak głupki. Najkrótszą drogą do mieszkania było przejście przez niewielki lasek. W dzień nie bałam się tamtędy chodzić, ale nocą przyprawiał mnie o ciarki.
- nie chcę iść przez las
- ale to najkrótsza droga
- no wiem, ale ten las w nocy.. jeszcze ostatnio słyszałam, że dzieją się tu dziwne rzeczy. Chodźmy na około
Powiedziałam i wtuliłam się bardziej w chłopaka.
- a tam przesadzasz
Powiedział uśmiechając się szeroko i przerzucił mnie przez ramię
- teraz nie masz wyboru
I wszedł w las. Było ciemno, ale nie za bardzo. Światło księżyca przedzierało się prze wysokie konary drzew i roztaczało na ścieżce błękitną poświatę. Po kilku minutach przestałam się wyrywać chłopakowi i ułożyłam się wygonie, o ile w takiej pozycji w ogóle może być wygodnie.
- jesteś wredny wiesz ?
- aaa tam gadasz głupoty, przecież jestem..
W tym momencie usłyszeliśmy czyjś krzyk, a potem śmiech. Serce na chwilę mi zamarło, a potem zaczęło walić jak oszalałe.
- co to było ?
Powiedziałam ledwo słyszalnie. Alec najwyraźniej sam się wystraszył, bo postawił mnie na ziemi i zaczął się rozglądać.
- chodźmy już stąd lepiej
Pociągnęłam go za rękaw. Ruszyliśmy przed siebie w milczeniu. Prawie potykałam się o własne nogi takie tępo nabraliśmy. Przez cały czas czułam na sobie czyjś wzrok, jakby ktoś deptał nam po piętach. Gdy w końcu wyszliśmy na ulicę obróciłam się za siebie. Przez moment wydawało mi się, że widziałam tam czyjąś sylwetkę, ale gdy zamrugałam już nikogo tam nie było.
- wszystko ok ?
Alek spojrzał na mnie lekko wystraszony.
- już nigdy więcej tamtędy nie pójdziemy. Przepraszam
- nic się nie stało. Chodźmy do mnie po kluczyki do auta to Cię odwiozę do domu
- dziękuję, jesteś najlepsza
Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam przed siebie. Chwilę później byliśmy już pod moim mieszkaniem. Pobiegłam szybko na górę po kluczyk i zaraz byłam na dole. Wsiedliśmy do auta, a Alec pokazał mi drogę do siebie. 

Kwadrans później parkowałam już pod jego mieszkaniem.
- dobranoc
- dobranoc
Odpowiedział i pocałował mnie na pożegnanie.
- napisz jak dojedziesz
Krzyknął jeszcze w moim kierunku, a ja ruszyłam w drogę powrotną do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz