- No wstawaj już - teraz było to krzyknięcie, na które zareagowałam spadając z łóżka. Ian zaczął się śmiać jak oszalały, a ja próbowałam wydostać się spod kołdry.
- och jesteś okropny -powiedziałam i dałam mu kuksańca. - przestań się śmiać i wyjdź mi z mojego pokoju chcę się ogarnąć.
- No dobra dobra wychodzę, ale Laura.. zbieraj się zbieraj, bo do odjazdu zostało pół godziny
- Pół godziny ?! - Krzyknęłam i w jednym momencie wywaliłam go z pokoju i latając jak oszalała po pomieszczeniu szukałam czegoś w co mogłabym się ubrać. Gadałam sama do siebie karcąc się przy tym, że wczoraj do tak późnej pory siedziałam ze znajomymi. Wyciągnęłam z szafki bawełnianą koszuleczkę na ramiączkach i wdzianko w kwiatki oraz długie czarne rurki i wyleciałam jak oparzona kierując się do łazienki.

W ekspresowym tempie ubrałam się i zrobiłam lekki makijaż.
- ok jestem gotowa ! - krzyknęłam otwierając zamaszyście drzwi.
- cieszy mnie to niezmiernie, ale zostało nam 10 minut żeby dojechać tam na czas- ale wiesz, że możemy utknąć w korku prawda ? - powiedziałam patrząc na chłopaka i zapinając jednocześnie buty. Ian wyraźnie poczerwieniał na twarzy, a ja spuściłam głowę i zaczęłam chichotać. On strasznie nie lubił się spóźniać, a ja jak to ja uwielbiałam robić mu na złość. Wzięłam torebkę leżącą na komodzie i ruszyłam schodami w dół do samochodu. Ian pośpiesznie zamknął drzwi i ruszył za mną. Chwilę potem siedziałam już wygodnie na przednim siedzeniu mojego ulubionego auta i pędziłam autostradą do domu.
- wiesz ja nie wiem po co nam te co weekendowe obiadki, no bo przecież nie jesteśmy już dziećmi. Powiedziałam wzburzona. No bo serio, po co to wszystko. Moi rodzice dobrze wiedzą co u mnie i wiedzą jaki jest Ian, oczywiście bardzo się on im podoba i chcieliby żeby to było coś więcej niż przyjaźń. Bla bla.. nie lubię o tym słuchać za każdym razem jak zostanę sama z ojcem, to już się robi nudne.
- wiesz ja tam to lubię, czuje się wtedy jak ktoś z rodziny
- no jakbyś nie był rodziną - zaśmiałam się - gadasz z moją mamą częściej niż ja
- no tak wiem
Uśmiechnął się pokazując swoje białe równe zęby.
- ja po prostu lubię z nią rozmawiać, wiesz, bo to jest tak jakbym miał normalną mamę, a nie taką, która nigdy nie ma dla Ciebie czasu
Widać było, że posmutniał na samą wzmiankę o swojej matce, ale próbował to zakryć uśmiechem. Nigdy nie lubiłam o tym gadać. O tym jaka jest jego matka, nie znosiłam jej za to co zrobiła Ian'owi. Gdyby nie moi rodzice skończyłby w jakiejś ciemnej uliczce i zaćpałby się na śmierć, no a ja nie miałabym takiego przyjaciela.
- kurwa no !! - wyrwało mnie nagle z rozmyślań. - jebany korek - powiedział chłopak i uderzył ręką o kierownicę. - czemu Ty zawsze musisz mieć rację ? - powiedział patrząc w moją stronę.
- no wiesz nie wiem, tak jakoś
Odpowiedziałam z wielkim uśmiechem
- tak już pewnie będzie do końca echh zadzwonię do mamy
Powiedziałam i wybrałam dobrze mi znany numer.
Halo ? Tak dzień dobry pani Mario. To świetnie, cieszę się, że dobrze mu idzie. Tak mogłabym go jeszcze pouczyć. Pani Mario..? No tak tak rozumiem. A czy mogę prosić mamę do telefonu ? Tak dziękuję. Mamo ? No heeej. Tak jedziemy i właśnie dzwonie w tej sprawie. Nie no gdzie, jaki wypadek. Utknęliśmy w korku. No tak niestety. No nie wiem za jakąś godzinę ? No tak rozumiem no, ale na piechotę nie przyjdę. Dobra ok. Siedzę w aucie nie zmarznę. Tak ja Ciebie też, do później papa.
Zakończyłam połączenie i spojrzałam w stronę przyjaciela. Był rozbawiony moją rozmową, ale o nic nie spytał. Po 45 minutach w korku spowodowanym kładzeniem nowej nawierzchni dotarliśmy do domu. Wszyscy siedzieli już przy stole i pili wino, które na pewno przyniósł mój ojciec. Na nasz widok podniósł się i przytulił mnie zapraszając do stołu.- Mariooooo ! Możesz już przynosić jedzenie !
Krzyknęła moja mama na służącą.
- wyglądasz jakbyś nie spała pół nocy. Znowu imprezka ?
Powiedziała siedząca na przeciwko moja siostra. Przed nią nigdy nie mogłam ukryć, że gdzieś byłam. Skarciłam ją tylko wzrokiem, bo na szczęście nikt tego nie słyszał. Dostałam swoją porcję i od razu zabrałam się do jedzenia.W końcu nic nie jadłam od wczorajszego wieczora, ale oczywiście zaraz musiała się zacząć rozmowa dotycząca moich studiów.
- jak Ci idzie kochanie ? Czy wszystko już masz pozaliczane ? - spytała mnie mama i nagle wszyscy zaczęli patrzeć w moją stronę.
- no właśnie, uczysz się coś czy tylko imprezujesz ? - dopowiedziała moja siostra. Nienawidziłam jej za to jaka była dla mnie. Mogła zająć się swoim życiem i swoim narzeczonym, a mnie zostawić w spokoju, ale wątpię czy do tego kiedykolwiek dojdzie.
- uczę się, oczywiście i mam już wszystko zaliczone dlatego też planujemy imprezę z moją grupą, że udało nam się przetrwać kolejny semestr.
- och - ucieszyła się moja matka - ale to znaczy, że potrzebujesz nowych ubrań. W ogóle co ty masz na sobie ? Gdzie podziały się Twoje wszystkie sukienki ? - powiedziała oburzona.
- kochanie nie będziemy chyba rozmawiać o ubraniach, ważniejszy jest teraz ślub Julii i Davida. - podkreślił mój ojciec i zaraz zaczęła się debata na temat kwiatów, miejsca i wszystkich innych pierdół. Przynajmniej mogłam spokojnie zająć się jedzeniem.
Weekend minął dość spokojnie. Głównym tematem na szczęście okazał się ślub mojej siostry więc miałam luz od ciągłych pytań.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz